sobota, 1 listopada 2014

Na placu zabaw

A może skuteczne będzie pobieranie opłat za ten link opiekę nad przeziębionymi dziećmi w przedszkolu, z czego zyski przekazane zostaną na pokrycie rachunku za leki tego typu dzieci, które najpewniej od nich koncertowo załapały jakieś świństwo? A może duży wydaje się sposób mojej koleżanki, żeby rodzic takiego dziecka z “bonusem” okazywał opiekunce grupy w przedszkolu zaświadczenie lekarskie, że kaszel bądź katar to kwestia alergii czy że nikt się takim nie zarazi?


Nic lepszego do głowy mi nie przychodzi, dlatego że jestem zwyczajnie zła patrząc na moje, znów gorączkująco-smarkajace się dziecko, a nie chcę ciągle profilaktycznie przetrzymywać Bartka w mieszkania, żeby był zdrowy.


A jeśli ktoś z rodziców już zakichanych maluchów zechce wysunąć argument, że dziecko musi swoje przechorować, to ok, może czy musi, ale ja nie muszę resetować portfela w aptece choć dwa razy w miesiącu.  Zresztą, nie tyle marzy mi się ekstremalny kurs uodparniania dziecka, taki bakteryjno-wirusowy surwiwal, co przebywanie Bartka pomiędzy dziećmi albo wykształcanie postaw prospołecznych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz