Nie tracę czasu na zastanawianie się przez pół dnia o której mam wyjść, w jaką pogodę, co na siebie włożyć, a wreszcie którędy pobiec i w pierwszej kolejności w jakim celu. Nie rozmyślam nad powyższym odnośnie moich równie rozbieganych znajomych. Nie zastanawia mnie w jaki sposób otoczenie postrzega mojego hopla odnośnie pozytywnego zmęczenia.
Zauważyłam jednak parokrotnie, że to co dla mnie może być oczywiste, dla innych być wcale takie nie musi.Czy aż nie wiem z czego to wynika.Ostatnio wracałam po przerobieniu swoich kilometrów, co nieco zaziapana. Przede mną wchodziła sąsiadka, która nie pierwszy zresztą raz zapytała mnie z pewną dozą wścibskości a może nawet współczucia „a z jakiego powodu Pani tak biega ciągle?”
Wiem, że osób spotykają większe nieszczęścia niż sąsiedztwo ludzi z góry układających teorię spiskową na http://pepowinowa.pl/wszystkie-artykuly/komorki-macierzyste/ temat każdej aktywności, no ale proszę Was… To mnie strasznie irytuje, podobnie jak wszelka przekłamana troska pod tytułem „Ty aktualnie tak nie biegaj bo Ciebie albo tak już nie widać”. Paszli!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz